2013/07/06

Zombi.

To dzieło nazwałem "frustracja.png".
Długo szukałem jakiegoś kopa, który by znów mnie popchnął w stronę klepania not na bloga. Dopiero dzisiaj mi się udało na tyle wziąć za siebie, co stało się za sprawą lipcowego modu do życia, który zawisł na facebooku za sprawą Daniela. 

Daniel też miał swoje problemy z wymyślaniem modów, ale w kombinowaniu nie ustaje, a mod na lipiec uważam za wybitnie dobry, toteż staram się dołożyć swoje trzy grosze. To i fakt, że nie stać mnie przed wypłatą na kupowanie karnych treatów za niewykonanie codziennych zadań, hoho. Doszło nawet do tego, że wygrzebałem tablet z czeluści szuflady i powróciłem do robienia mej skromnej miniatury, co widać po lewej. 

Ostatnimi czasy mam dużo problemów z frustracją, stresem, irytacją i gniewem. No, "ostatnimi czasy", trochę to już trwa, nie ukrywajmy. Ale ostatnio zaczęło przenosić się na wszystko dookoła. Chodzę zjeżony, nie potrafię się na niczym skupić, jak nie jestem sam w mieszkaniu, w pracy zacząłem się poddawać w świetle ostatnich wydarzeń, o których lepiej mi nie pisać, bo języki długie. Oddałem w niepamięć wszystkie moje dodatkowe projekty i zszedłem do minimum do którego obliguje mnie umowa. Czasami smutno, jak do człowieka dociera, że dobrze to już było, lepiej nie będzie, teraz trzeba uśmiechać się, pochylać głowy i wykonywać rozkazy. Oraz, jak w starej, dobrej Korei - nie można narzekać! Lepiej nie.

Relaksuję się ostatnimi czasy przy nowej płycie Strachów o wdzięcznym tytule "!TO!". W sumie na krążku są piosenki, które odchylają się bardziej w stronę Pidżamy, ale bynajmniej nie wychodzi to na złe całości.

Co się ostatnio głośnego stało w świecie...
Ach, tak. Wielka Przegrana Pana Terlikowskiego, wydarzenie znane też nieco bardziej banalnie jako decyzja Sądu Najwyższego w sprawie związków homoseksualnych. Wielkie +1 dla USA ode mnie.
Nie to, że nie lubię pana Terlikowskiego, niezły kabaret. Ale przeraża mnie trochę.

Przy okazji - to, co zrobiła senator Wendy Davis. Jeżeli nie wiecie o co chodzi to zapraszam do Google. Specjalnie nie podzielę się wiedzą, niech każdy znajdzie jak najwięcej. Ta pani może definiować heroizm w dzisiejszych czasach.

Pojawił się godny następca księdza Natanka, czyli ksiądz Marek Bałwas. Superbohater w koloratce zbawia syna kolegi od zgubnego wpływu szatana działającego przez Bakugany, jest - jak twierdzi - najpopularniejszym księdzem na naszej klasie, smsuje z opętanymi ludźmi i w ogóle zbawia. Wszystko to czyni z wózka inwalidzkiego, a na swoim facebooku ma wspaniały one-liner "Dziś jest pierwszy dzień z reszty twojego życia. Chyba, że to jest dzień twojej śmierci". Fascynujące.

Nie żeby coś, nie mam nic do religii, ale przypuszczam, że takie skrajne przypadki są równie abstrakcyjne jak ateiści chodzący i wrzeszczący, że Boga nie ma. Każdy niech swoją religię ma, ale wiedzę o świecie niech czerpie z lepszych źródeł niż ze stron, które twierdzą, że Hello Kitty to dzieło szatana i człowieka, który sprzedaje dusze dzieci za to, że uzdrowiono jego dziecko. 

Trup? Śpioch!
Z rzeczy radośniejszych, nasz stan rodzinny poprawił się o dwie szczurzyce, Kaylee i Inarę. Są już z nami oswojone, mają dużą klatkę, przeurocze zestawy zachowań, a sposoby w jaki śpi Kaylee sprawiają, że codziennie boimy się, że zdechła. Dopóki nie zacznie się wiercić to strach patrzeć.

Szczury mają w sobie coś pozytywnego. Może to te genialne ogony, może to bystrzactwo i wyższa kombinatoryka, może to towarzyskość. Nie wiem. Ale naprawdę świetnie jest mieć takiego gryzonia w mieszkaniu. Ożywia atmosferę. Trzeba tylko pamiętać, że szczurzaste to zwierzęta stadne! Dwa to minimum.

Czekam na jakiś normalny urlop. Parę dni złapię w sierpniu, to na pewno. Ale więcej to pewnie październik lub listopad, ech. Ciągle nie widziałem Śląska, ostatni raz w listopadzie. Coraz bardziej brak mi zerwania się na chwilę. Nie musi być długa, ale niech będzie jakakolwiek. Jakiś reset, chwila spokoju, coś. Cokolwiek. Wszystko co robię jest trochę zbyt chaotyczne, trochę zbyt męczące, trochę zbyt nie w kupie, trochę zbyt wszystko. Zamknąć oczy, odpocząć, przestać spać po -naście godzin, podświadomie uciekać od dnia. Tak nie można. Chyba. W sumie, no. Pomocy?

Nuta na dzisiaj, łazi mi po głowie od paru dni:



Do następnego!