2012/12/23

Przeżyłem kolejny koniec świata i wszystko, co dostaniecie to ta kiepska nota.


Wytrawne zdjęcie cegłą, robione rozedrganą ręką.
Jest całkiem spora garść całkiem sensownych powodów, przez które nie było mnie tutaj aż od jedenastu dni. Serio. Dwa z nich widać po lewej - "Adventure Time: Hey Ice King! Why'd you steal our garbage?!!" na NDS oraz bezbłędne "The Hitchhiker's Guide to the Galaxy" pióra niesamowitego Douglasa Adamsa. Oraz, oczywiście, wyczekiwany powrót Najlepszej z Narzeczonych.



Grę ukończyłem jakieś pół godziny temu (chociaż jest opcja New Game+, kusi). Książkę sobie dawkuję, za bardzo mnie cieszy, żebym ją pochłonął za szybko, nawet, jeżeli po niej będę miał jeszcze pięć książek do przeczytania.

W ogóle, zabawna historia z zakupem tej książki. Wdepnąłem na allegro z silnym postanowieniem zakupu, wyszukałem po przystępnej cenie, zajrzałem do aukcji i zauważyłem, że bydle ma ponad trzysta dwadzieścia stron. Dla porównania, książka z aukcji obok miała stron sto sześćdziesiąt. Jak napisałem do pana prowadzącego aukcję, jakim cudem jego książka kosztując dwa złote więcej ma dwa razy więcej w środku, odpisał, że w sumie nie spojrzał i w środku są dwa sety fotosów z planu filmu, dwadzieścia stron posłowia i pięćdziesiąt stron wywiadów z głównymi aktorami. Jeszcze nigdy nie kliknąłem tak szybko na "Kup Teraz", jak po odebraniu tamtej wiadomości. Jeszcze raz dziękuję panu sprzedającemu.

Swoją drogą, po tym, jak Vonen mnie oświecił, że to nie jest "tak o" pięć części plus jedna nei od Adamsa, tylko trylogia podzielona na zbiory książek, to zajrzałem na allegro, żeby sprawdzić po ile chodzi druga część. Zobaczyłem to:

Kliknij, powiększ.
I też nie potrzebowałem dużo czasu do namysłu. Nawet nie pisałem do nikogo, po prostu wziąłem. Bardzo sobie cenię momenty w których allegro pokazuje, że można złapać coś dobrego za dobrą cenę. Zwłaszcza, jak są to dobre książki.
Obserwowałem sobie ostatnio internety z nieco luźniejszej perspektywy. Hitem w kilkanaście sekund stała się Chytra Baba z Radomia. Fenomen mnie zastanawia o tyle, że już następnego dnia Radar w Esce Rock był jej poświęcony. Normalnym dla mnie jest, że interneciki się bawią przy takich rzeczach, robią różniaste przeróbki zdjęć (niektóre bezcenne, przyznaję), ale jakim cudem to urosło już do zjawiska społecznego? Albo internet ma swój sezon ogórkowy, albo ludzie istotnie robią się niesamowicie głupi, że takie rzeczy stają się tak absorbujące. Ludzie, ogarnijcie się. Marzy mi się świat, w którym każdy, kto czerpie mądrości życiowe tylko z pudelka dostanie darmową książkę i ją przeczyta. Może kiedyś.


Tej podobne do dostania na etsy.com
Ustawiłem sobie limit pisania jednej noty na tydzień, jako minimum. Wyszedłem z założenia, że przez tydzień zdarzy się wystarczająco ciekawych rzeczy dookoła mnie, żebym miał o czym pisać. Sprytnie, prawda? Niestety, każdy, kto miał okazję ze mną pracować, wie, że ja i deadline to minęliśmy się przy porodzie. Swoją drogą mocno dosłownie, byłem dwa tygodnie po dacie. Bardzo dobrze moją ciężką relację z terminami oddaje cytat widoczny z prawej strony, pan Adams jak zwykle dobry na wszystko. Bardzo sobie cenię jego styl za idealną mieszankę złośliwości, cynizmu i ironii. Udawało mu się utrzymać balans pomiędzy tymi składnikami, jednocześnie nie robiąc tego kosztem fabuły, jak to mają w zwyczaju niektórzy scenarzyści seriali, khem, khem.


Jak już pisałem, poza rozpływaniem się nad geniuszem pana Adamsa i nieprzerwaną radością z najważniejszego powrotu w tym roku, zajęty byłem też tą oto produkcją:


Dla każdego fana serii pożywka wręcz matematyczna. Grafika, animacja, humor, fabuła, you name it, you have it. Gra może nie jest jakoś bardzo długa, ale zapewnia sporo rozrywki. IGN nawet posunął się do przyznania, że gra jest równie dobra, co Zelda i obdarował Finna i Jake'a zgrabną oceną 8,5. Szkoda tylko, że jest mało głosów, zaledwie parę linijek. Niemniej, jeżeli cenisz sobie Adventure Time, to zagraj w tę grę. Jest boska.

Z wieści dalszych - skończyłem dwadzieścia cztery lata, uczciłem to małą imprezą, na którą namówił mnie Tomasz, który też zajął się organizacją. Było bardzo przyjemnie i dziękuję wszystkim przybyłym, jesteście kochani. Fajnie jest wiedzieć, że ma się takich dobrych ludzi pod ręką. Wygrywacie internety.

Przeżyliśmy kolejny koniec świata. Najpierw internet dostał cybersraczki z hasłem "21 grudnia będzie najbardziej irytującym dniem w historii facebooka", konsekwentnie czyniąc każdy dzień najbardziej irytującym. Teraz, na postapokalipsiu mamy kolejny wysyp haseł o tym, jak bardzo beznadziejne te obiecane ognie piekielne, bo nic nie było i w ogóle bieda. Jezu, ludzie. Weźcie teraz kalendarz grudniów, podobno kończy się w maju, czy coś. Za to plusy dla pierwszego, który odniósł słynne słowa Nostradamusa:

Z kraju spokojnego poranka koniec nadejdzie, gdy tańczącego konia 9 okręgów otaczać będzie.
Odniósł do miliardowego wyświetlenia Gangnam Style. Z wrażenia nawet Super Express o tym pisał. Swoją drogą, ciekaw jestem, czy ktoś gdzieś nie poczuł się chociaż troszkę zdruzgotany tym, że te ciężkie słowa zamiast do końca świata, ognistych ogonów na niebie, apokalipsy, dewastacji i pożogi odnoszą się do jednego, radosnego Koreańczyka przed czterdziestką. Jest w tym coś takiego... Nie wiem. Płytkiego? 

Nie zrozumcie mnie źle. Jestem jak najbardziej za tym, żeby ulice nie spływały krwią. Ulice są spoko takie, jakie są.

Zastanawiałem się nad tym, co wam zostawić dziś do posłuchania i przypomniało mi się, co przyczepiło się do mnie w pracy, w której miałem niesamowitą okazję spędzić trzynaście godzin wczoraj. Miłego i do przeczytania niedługo - w wigilię nota świąteczna.