2012/10/29

Poznań Game Arena 2012. I tak w ogóle weekend.

Nie ukrywam, że dużo czasu zajęło mi ustalenie co ja właściwie chcę napisać o PGA. Patrząc na to jak szybko cały internet wyniuchał, że jest kolejna impreza którą można niemożebnie zjechać to skorzystał z tej sposobności tak szybko jak szybko internet z takich okazji korzysta.

Czyli naprawdę bardzo szybko.

Czy zasłużenie? Nie spotkałem się z innym zdaniem niż potwierdzającym zniesmaczenie imprezą. Olaz na którego wpadliśmy przed wejściem powiedział zgrabnie "Widzimy się za pięć minut. Tyle będziecie potrzebowali żeby stwierdzić, że tam nic nie ma". W pewnym sensie były to słowa mądrości, targi były pustawe, nudne, nieciekawe i zepsute. Tłum był przy turnieju League of Legends (który dla esportu jest tym czym speedwalking dla olimpiady), kolejki ciągnęły się do jedynego źródła pokarmu, czyli stoiska z pizzą i jakiegoś podobno kina ileśtam D.

Oto moja "ha, nie mam zamiaru stać w tej kolejce" mina.
LoL. Uwierzycie, że robili turniej 1v1?

Był dział z grami retro, były koszulki, były gry, był samochód z dupy, był traktor bo Farm Simulator 2013. Było kilka hostess w tym jedna z cierpieniem w oczach. Była scena na której jedna z twarzy CD-Action z braku pomysłu na bycie twórczym wyciągał ludzi którzy opowiadali suchary. Poprawne politycznie. Było pomieszczenie z losowymi konsolami i losowymi grami. 

Ponadczasowe rozwiązania, he he he.
Palnik z panią cierpiącą.












Było też piętro na którym były wykłady i prezentacja Indie Game: The Movie co jest filmem na tyle dobrym, że miałem w preorderze na Steam ale tam znów było tak niesamowicie duszno i gorąco, że ani sekundy nie próbowaliśmy wysiedzieć. Dla szczerości dodam, że nawet parę rzeczy fajnych było. Na pewno je sobie kiedyś przypomnę.

Po ewakuacji przeszliśmy do pawilonu z targami hobby. NAJLEPSZA. DECYZJA. TAMTEGO. DNIA. Przywitał nas wielki, dmuchany traktor, modele pojazdów, quadrocoptery, mistrzów Jedi (true story!), największy tor do gry w kapsle jaki w życiu widziałem, cokolwiek chcecie. Do tego obok był cały osobny pawilon poświęcony makietom kolei, niesamowicie detaliczne oraz... Ryby. Bo tak. Pójście do tamtego miejsca sprawiło że przestaliśmy żałować dotoczenia się na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich tego dnia.

To jest tor do gry w KAPSLE!

Także podsumowując sobotnią wyprawę na PGA? Poszedłem na Poznań Game Arena. Bawiłem się świetnie, ale nagle zauważyłem że pomyliłem pawilony. A tak całkiem serio? Podobno trzy lata temu ta impreza była absolutnie rewelacyjna. W tym roku dali ciała chyba na każdym polu. Mam wrażenie, że po prostu chcieli zarobić na marce, ale podjęli się tego ludzie którzy nie potrafili ogarnąć niczego co powinni. To bardzo smutne. Może następnym razem wezmą przykład z targów hobby? Chociaż obawiam się, że po takiej smutnej klapie może następnego razu nie być. Trzymam kciuki jednak że będzie i PGA się odkuje. nie powodując w nas takiego zniesmaczenia, że czuliśmy że nie ma po co wracać w niedzielę. 
Wszystkie zdjęcia z imprez zrobione Palniczym iPhone można znaleźć klikając tutaj.


And now for something completely different...

Ogólna radość weekendowa. Przyjechał Palnik, nie widziałem go na oczy chyba 2 lata. W piątek - jak było wspomniane - po zrobieniu najlepszych fryt na świecie upiliśmy się radośnie oglądając Annie Hall ("Śmieję się głośno oglądając ten film, ale w środku płaczę rzewnymi łzami", jak podsumował mądrze Palnik), jakiś dziwny brytyjski film pseudokomediowy dla nastolatków, słuchając muzyki i mordując się niesamowicie. Tęskniłem za łajdaczyną, jest najlepszy na świecie. Po sobotnim rozczarowaniu PGA zdecydowaliśmy że zamieniamy próby pójścia tam po raz drugi na sobotnią, całonocną imprezę urodzinową, czego też nie żałowaliśmy. 

Swoją drogą taka ciekawostka, była Skrzydelf. Zawsze jak jest Skrzydelf kończymy zakładając kult religijny będąc w pewnym stopniu upojenia. Tym razem padło na Brassicanizm, czyli kult radosnych wyznawców kapusty. Gwoli wyjaśnienia - koreczki były powbijane w srebrne cosie, które okazały się być połówkami dorodnych kapust. Z Palnikiem doszliśmy do wniosku, że jedyny sposób na osiągnięcie apogeum szczęścia tego wieczoru to sprawienie że jedna z połówek zostanie zjedzona przez uczestników imprezy. Ze Skrzydelf zrobiliśmy z tego kult. I wiecie co? Udało nam się. Tacy zarąbiści jesteśmy.

Zaufaj mi, jestem pastorem. No, ugryź.
To nie stół. To kościół.





Zabawa była przeprzednia, solenizantom dziękujemy jeszcze raz (sto lat Paszko, sto lat StSzyszka!) a gospodarza z tego miejsca zapewniam, że swoją szklankę odzyska, umytą i nieuszkodzoną. Nie pytajcie. Pozdrawiam także tajemniczego człowieka który dał się złapać na to, że mydło w łazience miało kształt kawałka tortu i je ugryzł. Szacunek.

Niedziela została spędzona na powolnym umieraniu, odstawianiu Palnika na dworzec i zastanawianiu się jak można czuć się tak paskudnie i oddychać. Ale hej, nie żałujemy niczego! Jako bonus dodam zdjęcie Palnika jak skacowany przegląda tumblr na iPhone w Starbucks na nowym dworcu: 



Na koniec chciałbym napisać osobno podziękowania dla Najlepszej z Narzeczonych. Widzicie, jest tak, że ja nie mogę słuchać normalnej muzyki, czego przykładem jest mój ulubiony zespół, Machinae Supremacy to Szwedzka ekipa grająca SID metal. Figures. W każdym razie clue jest takie, że o ich płytę zarąbiście ciężko w Polsce normalnymi kanałami dystrybucyjnymi (na pięć krążków wiem, że można ściągać jeden przez Empik z czasem oczekiwania wynoszącym trzy tygodnie) a oni niedawno wypuścili nowe CD. Co zrobiła Najlepsza z Narzeczonych? Załatwiła mi to:



To, czyli preorderowy zestaw z tiszertem który mogliście zaobserwować na zdjęciach z PGA. Jeżeli kobieta kocha cię na tyle, że dowiaduje się czego byś naprawdę bardzo chciał, sprawdza jak i kiedy można to dostać, a później sprawia, że leci to ciebie przez pół świata żebyś miał wcześniejszy prezent urodzinowy to wyjdź za nią, bo to właśnie ta. Serio.

Na pożegnanie dla wytrwałych singiel ze świeżej płyty MaSu:


Wytrwałym gratuluję i do przeczytania!