2012/10/23

Niebieski samochód w żółtym świetle wydaje się zielony.

Jest taki moment w którym kończą się wymówki. Bo zawsze pisałem rano. Bo zawsze pisałem w nocy. Bo do pisania potrzebuję więcej emocji. Bo jestem nieprzyzwyczajony do nowej klawiatury. Bo najlepiej pisze mi się o 05:30 z deprywacją snu, na kacu i w autobusie 840 z Gliwic do Katowic. 

Niedawno rozmawiałem o tym chwilę z T. Podrzuciła mi później ten obrazek. Zrobiło mi się tak głupio, że stwierdziłem, że powinienem ze sobą cokolwiek zrobić i rozgrzać wreszcie palce. W końcu minął ponad rok od kiedy cokolwiek napisałem. Tak bardziej.  

Ostatnio Cicik założyła bloga i uświadomiła mi, że google prowadzi statystyki odwiedzeń blogspotów (duh, jakich statystyk google NIE robi?). Spojrzałem w swoje, ponad 2000 razy spojrzano w te litery. To cholernie miłe. 


Ale nadal nie potrafiłem się do niczego zebrać. Ale cholera, dlaczego nie? Po prostu zrobię jak za starych, dobrych czasów: kawa, słuchawki, klawiatura, ekran, co w głowie to w klawiszach.

W końcu robię to dla siebie!

Zatem heja, start, ponowny, z rozmachem (no, może nie aż takim), z nowym krążkiem Billy'ego Talenta na pełnej mocy pompowanej prosto w mózg. Bo tak należy. To tak działa.

Co u mnie? Zaręczyłem się, jakby ktoś przegapił. O, patrzcie jakie urocze mamy zdjęcie pierścionkowe z T.:

Podziwiajcie ten urok!

Do tego przez ostatni rok ciągle trzymam tę samą pracę, dwa razy awansowałem i jest różnie. Ludzie są jacy są, w większości spoko, w mniejszości nie spoko. Ale gdzie tak nie jest, prawda? Gorzej, że praca ponownie zabrała mi szkołę do której z uporem maniaka wracam. Tym razem od stycznia, deadline na marzec, nawet pani dyrektor idzie mi na rękę jak tylko może, nie pozwolimy jej zawieść, prawda? No nie wypada.

Moja luba aktualnie przebywa w Norwegii na Erasmusie, co ja przechodzę chujowo. Wraca 14 grudnia, mam zaznaczone w kalendarzu, odliczam dni osobno i odbijam się od kątów oczekując, skajpiąc, wydając fortunę na smsy i nie wiedząc co ze sobą zrobić. Generalnie to nie jest spoko, ani trochę i za cholerę nie lubię o tym rozmawiać, także tanecznym krokiem idziemy dalej.

Dziś ostatni wieczór mojego urlopu, nie było mnie w pracy od 28 września. Najpierw tydzień pechowego zwolnienia chorobowego, później zasłużone dwa tygodnie urlopu. Spędziłem go oczywiście na Śląsku. Oczywiście nie piłem bodajże jeden dzień. Nie liczę dnia wyjazdu. Było super, Teoria pełniła mi funkcję domu zastępczego, za co chłopakom serdecznie dziękuję, ludzie dopisali i udało mi się spotkać ze zdecydowaną większością z którą spotkać się chciałem. Dziękuję wszystkim, którzy znaleźli dla mnie czas (za dużo was było miśki, żeby wymieniać) a wszystkim z którymi się nie zgraliśmy terminami mówię, że następnym razem się uda. I już. Wszyscy jesteście zajebiści, tęsknię za wami tutaj. Rozświetlacie dni i podpalacie noce.

Przeprowadziliśmy się z poprzedniego pokoju do innego, fajniejszego, tańszego i w ogóle. Da się. Do tego wbrew pozorom ma potencjał być lepszą lokalizacją od poprzedniego, bo niby dalej od dworca autobusowego, ale 5 minut od przystanku tramwajowego z którego można pojechać na cały Poznań. I 8 minut do M1. Zazdrościcie? Nie ma czego, nadal kupuję w Biedronce. Którą też mam 8 minut, ale w drugą stronę. Taki wielkopolski lansik.

A, zapomniałem, mój widok z okna:
Tak, to browar Lecha.
Okej, generalnie jest czego zazdrościć. Swoją drogą mam zamiar prowadzić małą krucjatę i pod każdym wpisem Lecha na facebooku zostawiać komentarz "Widzę was z okna." do momentu z którym nie przyjdzie do mnie policja. Wtedy pokażę im, że faktycznie widzę ich z okna i jakoś to wypracujemy. Człowiek może marzyć, nie?

Ostatnio z całej tej tęsknoty, złej kuchni i urlopu zaniedbałem się, że jasna cholera. Zatem po konsultacjach podjąłem wyzwanie A6W, zwanej pieszczotliwie Aerobiczną 6 Vadera. Lub "żydomasońskim nieludzkim narzędziem tortur stworzonym przez psychopatycznych sadystów". Czy jakoś tak. Mam cel wytrzymać do końca, jestem dopiero po pierwszym dniu, to jestem też mocny w pysku. Ostatnia seria z zestawu ma być drugiego grudnia, trzymajcie kciuki. Albo i nie, ciężko się wtedy pisze czy gra.

Ktoś mógłby powiedzieć, że kawa przed północą to raczej nieudany pomysł. Ja mu mówię, żeby pocałował mnie w kawowe ziarno, jutro mam zmianę na dwudziestą i mogę się rozkoszować. Tyle wygrać.

Cóż, postaram się od teraz być chociaż odrobinę bardziej regularnym w pisaniu. Albo i nie, boże, jestem tylko człowiekiem.

Tytuł notki zawdzięczamy filmowi "W dolinie Elah", jak się zastanawiałem co wpisać to ta mądrość na mnie spłynęła z ekranu.

I na koniec macie rewelacyjną piosenkę tytułową z płyty pana Talenta z którą to piosenką zacząłem pisać dzisiejszą notę. Potraktujcie to jako prezent dla wytrwałych: 


Do poczytania!