2012/10/24

Dziś jest dzień na śmierć. Z Amandą Palmer.

Dziś jest dzień na nicnierobienie. Dziś jest dzień na subtelne zdychanie w niepościelonym łóżku, gdzie jedną połowę zajmuje zwaliste ciało podmiotu lirycznego a drugą z braku sensownego wypełnienia przestrzeni zajmują jej szlafrok, dwie czy tam trzy książki, torba, jej kołdra, pluszak, konsola, wszystko co powinienem sprzątnąć ale nie potrafię. 




Bo dzień dzisiejszy nie ma sensu. Tak to czasem działa. Budzisz się po czterech godzinach, niecałych, chociaż kładłeś się spać absolutnie wykończony, budzisz się wypruty z sił i emocji i wszystkiego i cieczy i pokarmów i nienawiści i radości i zastanawiasz się czy nie trzeba było kiedyś wyciągnąć rękę po szczęście w tabletkach.

A z głośników leci Amanda Palmer.

Masz nastrój nieokreślony i niezrozumiały, jest spoko ale do dupy, jest okropnie ale znośnie. Jak to było? Jest chujowo, ale stabilnie? Niechaj i tak będzie, stabilność to rzecz poszukiwana. Nie wiem dlaczego jestem taki zmechacony, to bez sensu. Za to wygląda na to, że jedna noc w pracy załatwiła trzy tygodnie bez tejże w sposób wzorowy, absolutnie wycinając ze mnie z chirurgiczną precyzją wypoczęcie, siły witalne, zdolność spania ośmiu godzin i czasy w których się budziłem i nic mnie nie bolało. Za to pomimo boleści całego ciała udało mi się zrobić moją dzienną porcję A6W. Booyah.

Abstrahując, za sprawą Macieja zostałem zaangażowany w nasz kwartalnik pracowniczy. Tak naprawdę zaangażowany jest każdy któremu się chce cokolwiek, ale wiecie, dziki szpan. Czy coś. Dążę do tego, że moja weekendowa wyprawa na Poznań Game Arena nabierze wartości redaktorskich, tyle wygrać. Tutaj oczywiście wrażenia też opiszę, nie mogę się doczekać. Będę nocował palnika, pozjeżdżają się ludzie, będzie super.

Ale trzeba dotrwać. W pewien sposób przeraża mnie to jak szybko ta praca mnie spaliła po powrocie. Muszę znów wpaść w rytm, przestanę zauważać jak bardzo się psuję przy niej.

Mam dziś jeden z tych do-niczego-się-nigdy-nie-nadawałem-i-nie-będę-nadawał dni. To okropne uczucie, nie potrafię się z niego odgrzebać kiedy ono przygniata mnie kolejnymi warstwami nie trawienia braku wykształcenia, braku oczytania, zachowywaniu się jak atencyjna kurwa, to ta siła która sprawia że najpierw czujesz się zbyt niedoskonały żeby zrobić danego dnia cokolwiek a później wpycha ci do mózgu wyrzuty sumienia że nic nie robisz. Bo hej, jasne, jesteś do dupy, twój punkt skupienia uwagi to kawałki sekund bo zachowujesz się jakbyś miał ADD, nie powinieneś rozmawiać z ludźmi bo się ośmieszasz, skończenie artykułu dłuższego niż pół strony na wikipedii to ból ale w sumie mógłbyś coś zrobić nie? Jezu, ile masz zamiar leżeć i kwiczeć, chociaż leż, przeszkadzasz, PATRZ, KOTEK, e, nie kocha cię.

Mniej więcej tak to wygląda i (nie) działa dziś. Trzeba się będzie postawić na nogi? Albo przeczekać. Ostatnio głównie siedzę, przeczekuję, cokolwiek. To działa. czekanie to jest coś, co robię wybornie.

Odkryłem dziś Amandę Palmer jako piosenkarkę. W moim aktualnym stanie umysłowym mam niesamowite wrażenie, że jest niewykluczone, że T. mi tłumaczyła kim ona faktycznie jest, ale od pewnego momentu życia żyłem w przeświadczeniu że jest jakąś aktorką (ma takie aktorskie nazwisko...) i osobowością internetową, bo ma tumblr, aż tu nagle. Inna sprawa, że moja tragiczna uwaga sprawiła, że przeczytanie artykułu na wiki o niej zajęło mi dwadzieścia pięć minut i robiłem to czytając co jakiś czas losowe akapity. Jakim cudem ludzie potrafią czytać na monitorach tyle rzeczy? Znaczy, no, ja mam swoje problemy w tę stronę, jasne, rozpraszają mnie zakładki, komunikatory, świat, wszystko, ale myślę że i bez tego byłoby okrutnie ciężko. W każdym razie Amanda Palmer, co poznałem po wokalu, jest obecna w moim życiu muzycznym od dosyć dawna, bo leciała z laptopa T. co jakiś czas, jej piosenki są fajne, wpadające w ucho, a sama jej postać jest.. intrygująca. Podoba mi się jak tak naprawdę w jej twórczości nie ma jakiejś określonej reguły, na plus ma to że sprawia wrażenie jakby robiła piosenki na poczekaniu, co jej wpadnie to zaśpiewa. No i ma świetny głos. 

Z drugiej strony wszystko jest kwestią gustu, a ze mnie cielę a nie krytyk muzyczny, do tego zmordowany, to wiecie. Zachować dystans.

Wczoraj (przedwczoraj?) czytałem o Wrocławskim studencie który zdecydował się przeżyć październik za 31zł, podrzucił blazeroot. Czasem jak patrzę na mój stan konta gdy mam więcej miesiąca niż wypłaty to uważam, że jak media faktycznie takie wyczyny jarają to codziennie byłoby o polskiej rodzinie która żyje z zasiłku czy renty. Żaden wyczyn, panie student, przygotowanie do życia w starości bardziej.

Tym optymistycznym akcentem kończę na dziś. Powylewałem trochę gorzkich żali, trochę mi lepiej. Na koniec w nagrodę za wytrwałość zostawiam wam piosenkę fantastycznej Amandy Palmer, którą dedykuję Blejkowi:


Tak złośliwie trochę. Ale wiecie. To przyjaciel. Zrozumie.