2012/10/31

Dobre rady pana Krytyka.


Bez instagramu jedyne co mam to niewyraźne zdjęcia telefonem.
Zostałem szczęśliwym posiadaczem jednego ze stu egzemplarzy "Zeznań Niekrytego Krytyka" z autografem. Wydawnictwo Zielona Sowa zrobiło mnie w konia i nie powiedziało, że w tym preorderze drożej bo podpis, ale jestem w stanie im to wybaczyć. Ku chwale lansiku.

Paczka dotarła do mnie w niefortunnym momencie, bo czekałem na prezent wymieniony w poprzedniej notce, także pierwszy raz w życiu byłem rozczarowany znalezieniem książki po otwarciu drzwi. Rozpakowałem ją, spodobało mi się wydanie - mam słabość do książek które mają dobudowane skrzydełkowe zakładki, to mi bardzo wszystko ułatwia.

Tym bardziej, że nie pamiętam kiedy po raz ostatni miałem logiczną zakładkę do książki. Jeżeli ktoś zastanawiał się co chcę na urodziny, to już wiecie.

Oprawa błyszcząca, litery duże, autograf ładny (widzieliście zdjęcie? Widzieliście? ZAPŁACIŁEM ZA TEN AUTOGRAF!), litery duże, co sprzyja mojej wadzie wzroku. Czas na zagłębienie się w treść.

Podoba mi się to, co pan Frączyk napisał i w jakim stylu pisał. Podobają mi się cytaty na wstępach do rozdziałów i tematy jakich się podejmował. Jak zapewne wielu czytelnikom bardzo do gustu przypadł mi rozdział szósty i ogólna interaktywność książki co ładnie widać przy zamieszczonych kodach QR ładnie uzupełniających zawartością treść. Podoba mi się jak uwydatnia kilka istotnych rzeczy. Bardzo, bardzo podoba mi się bezpośredniość ostatniego rozdziału. Jest prosty i doskonały.

Natomiast nie do końca podoba mi się to jak wiele to ma wspólnego z podręcznikami do życia i panami którzy ze scen grzmią o tym, że trzeba uwierzyć w siebie i się da. Nie jestem fanem lajfstajlowych rad a ta księga jest ich pełna. Pewnie dlatego przez cały czas czytania w głowie miałem tytuł tej piosenki.

Nie zrozumcie mnie źle, lajfstajlowe rady nie są złe, a pan Frączyk daje całkiem sensowne i mądre rady. Ba, powiem nawet że to pierwsza książka która ma taką ilość tej treści którą udało mi się przeczytać od początku do końca w około trzy dni podróżami autobusem i w domu, okazyjnie. Za to szacunek Krytykowi się należy, niewątpliwie. Pozwolę się posunąć nawet do tego, że powiem, że ludzie powinni słuchać tego, co pisał, bo pisał mądrze i z sensem.

Po prostu osobiście jestem zrażony do takich rzeczy, bo dla mnie nie działają, przy czym jestem przypadkiem wyjątkowo zepsutym. Z drugiej strony hej, zmusiło mnie to do robienia tego co kocham i co chciałbym robić zawsze - do pisania. Czyli działa. Cholera, przechytrzył mnie!

Podsumowując krótki i subiektywny opis - czy warto? Tak. Jeżeli jesteście zaznajomieni z twórczością Niekrytego Krytyka to naprawdę warto. Jeżeli nie jesteście, to ta lektura może być fajną bramką na przyszłe doznania. Chociaż moim paskudnym zdaniem uważam, że jak pracował w Radiu Zet i zaczął pracę nad książką to poziom jego filmów nieco spadł (ten o Bobie Budowniczym nadal wymazuję z pamięci) tak mimo wszystko warto się z nim zaznajomić. Nawet jeżeli nie dlatego że się z nim zgadzacie to chociażby dlatego, że facet spełnił Polish Dream i przeszedł od youtubera do.. No, autora książki, radiowca, ZPG (Zajebiście Popularnego Gościa) i zrobił to tylko i wyłącznie pasją, ciężką pracą i stawianiu na jedną kartę o czym też jest w książce. Przeczytajcie ją. Może zaczniecie pracować nad jakąś pasją.

Tutaj zamieszczam informację na boku - zamierzam wysłać mail do pana Krytyka z linkiem do tej noty, daję tutaj niniejszym wyzwanie: Panie Frączyński! Jak pan to przeczyta to niech pan zostawi komentarz!~

He, he, he, cwaniactwo.


Całkiem na boku chciałbym się wam pożalić, że miałem dzień całkowicie do dupy. Ale spoko, mam czteropak. Teraz z górki.

Wszystkim mentalnie zaangażowanym w święto zmarłych życzę miłego grobbingu, wszystkim mentalnie zaangażowanych w Halloween życzę fajnych imprez. I dużo cukierków. Dużo.


Do przeczytania!


EDIT:

Zapomniałem o piosence! Przepraszam!

Z okazji trupich moje ukochane nuty Burtonowskie: