2011/06/06

O trudnościach bycia banalnym.

Nie palić. Mniej pić. Znaleźć pracę. Osiąść. Wywalczyć swoje miejsce. Gryźć, kopać, podbijać, czarować, wymyślać.

Bycie szarym obywatelem wymaga zaskakująco dużo pracy. Wysyłam CV, czekam na telefony, odrzuciłem papierosy, dwa dni nie palę. Czuję się z tym świetnie. Piję dużo mniej w stosunku do tego ile piłem wcześniej. Wychodzę na ludzi. Mam ładny pokój w ładnym mieszkaniu z miłymi ludźmi. Gienek Loska wygrywa sto tysięcy, ja wsiadam z T w tramwaj i jedziemy do niej. Miała być ilustracja do notki, ale GIMP dwa razy po prostu się wyłączył zaprzepaszczając moje drapanie w tablet.

Jestem tutaj cztery dni. Cztery dni, które zlecialy bardzo szybko. Rozbiłem się środowego wieczora w moim nowym pokoju, wypełnionym po części jeszcze rzeczami Dzikiego, pokój który będzie pokojem Przema jak się ze wszystkim poogarniamy. Ja zajmę dotychczasowy Pokój Przema. Mam nadal rzeczy wepchnięte w kąt, Raziela zazwyczaj na pufie przy łóżku, wychodzi z niego garść kabli, to komiczne przy tak niewielkim sprzęcie.

Jak skończyłem pisać poprzednią, pociągową notkę to dojechałem na wysokość Wrocławia. Tam dosiadła się pewna dziewczyna, z którą przegadałem trasę do Poznania. W jednej chwili dała mi niesamowicie do myślenia.

W sumie jeżeli masz tutaj wszystkie swoje rzeczy, cały swój dobytek, to w tej chwili twój adres zamieszkania to pociąg relacji Kraków - Gdynia.

Prawda. Walizka, torba, plecak, reklamówka. Tam miałem siebie, rzeczy niezbędne, to, czego potrzebowałem najbardziej. Gdzie znajduje się ten bagaż tam mieszkam w tej chwili. Teraz mój bagaż znajduje się na osiedlu Rusa. Teraz mieszkam tam. Ciekawe jak długo. W sumie zależy to od tego czy uda mi się wywalczyć jakąkolwiek pracę, tak na start. Jak będzie się gdzie zaczepić to plan wypełniony panie generale, czas osiąść.

Boję się, bardzo się boję. Czasami bardziej, czasami mniej, ale strach jest wciąż obecny. Że dam ciała, że nie wyrobię, że nie zdążę z pracą, że będę musiał wrócić. To jedyna rzecz, której się teraz boję. Ze wszystkim można walczyć na bieżąco, z tym jednym nie będzie jak wygrać. Boss level my dear, show how awesome you are.

Staram się być zwyczajnym człowiekiem nie tracąc elementów siebie, które mnie czynią w ten czy inny sposób zajebistym. Yes, I'm awesome, deal with it. Czuję się tu dobrze, po prostu dobrze. To miasto na mnie działa w pozytywny sposób,jestem nim oczarowany. Jest ogromne, jest magiczne. Mam zaliczone małe spacery, trochę podziwiania. Trochę dezorientacji.

Ale dezorientacja to inny temat na inny raz.

Tak naprawdę nadal nie wiem czego oczekuję od życia, co chcę w nim robić, jako kto bym się czuł spełniony, jako kto bym się sprawdził i jako kto byłbym szczęśliwy. Ale wiem jedno - chcę zostać w Poznaniu. Na razie tu. Rozwaliłem klatkę, rozpracowałem zamek, pożegnałem się z garścią ludzi, z niektórymi kartką papieru na kuchennym stole. Można i tak. Nienawidzę pożegnań. Wolę powitania. Powitania otwierają tyle dróg.

Czuję się dziwnie. Pomimo tego, że wszystko jest dobrze, że to miasto zdaje się mnie kochać to mam wrażenie, że wpieprzyłem się w czyjąś bajkę i za bardzo się rozgaszczam. Że zostanę wykryty, zgarnięty przez białe krwinki i z odpowiednią gracją zanihilowany. Że powinienem łapać chwilę, póki ona jest, bo za chwilę się skończy. Ciekawe jak to się potoczy.

[Blejk] Nie wpierdalasz się w nie swoją bajkę, po prostu wcześniej nie miałeś bajki tylko dramat. Naturalne, że dostrzegasz różnicę w gatunku.

Heh. On zawsze ma dobrą odpowiedź. Prawda, wszystko co mi się wydawało z pozoru bajką wcześniej okazywało się dramatem. Mniejszym lub większym, kopiącym w jaja dramatem. Teraz jest wszystko stonowane. Ciekawe na jak długo? Nie wiem. Nieważne. Jest dobrze. Cokolwiek by się nie stało to i tak będzie dobrze. Niech wszystko się zawali, to i tak wstanę i powiem, że jest, kurwa, dobrze. Bo uciekłem z klatki.

Czyli może być tylko lepiej, prawda?

Ogień płonie.